Retro kryminał w Breslau

19 września 2019

Kryminał z najwyższej półki

Marek Krajewski już po raz dziesiąty raczy nas opowieściami z kryminalnego Breslau. Tym razem Eberhard Mock bada przybywającą do miasta sektę, która nie tylko potrafi zahipnotyzować mieszkańców, którzy wpadają w otumaniający trans. Skutecznie podsycają również nastroje antysemickie, a mściwy przewodnik, Theodor Jauch, nazywający się tańczącym Janem Chrzcicielem, ma o wiele bardziej przerażający plan. I będzie ciężko go powstrzymać. „Mock. Golem” to historia z dreszczykiem w stylu retro, w którym nie zabraknie profetycznych wizji, demonów i objawień, a także historii zaginięcia.

W 1920 roku Breslau jest dziwnym miastem. Z jednej strony walczącym o lepsze jutro, z drugiej duszącym się w matni własnych uprzedzeń i niedomówień. Mock nie umie zadecydować, kto jest jego przyjacielem, a kto wrogiem. Mętnie jawiąca się rzeczywistość, rozmyta dodatkowo hektolitrami spożywanego alkoholu wydaje się groteskowa, karykaturalna. Dodatkowo w mieście dochodzi do porwania Rosemarie, małej dziewczynki, zabranej spod opieki rodziców. Eberhard poprzysięga sobie, że jeżeli będzie w stanie ją znaleźć, będzie też umiał zerwać z piciem. Podwójna stawka doprowadza go na skraj obłędu, gdzie nie jest w stanie zawyrokować, co jest prawdą, a co tylko pijackim snem. W dodatku każdy jego krok jest śledzony na zlecenie kogoś, kto potrafi namieszać mu w głowie silniej niż on sam.

 

Krystaliczne zło, w najgorszej postaci

Poza tym, że książka Krajewskiego jest bardzo dobrze napisanym kryminałem, z tajemnicą, której tropy trudno zebrać i poskładać, to jeszcze dodatkowo posiada opowieść o walce z własnymi demonami. W wypadku Mocka jest to alkoholizm, z którym nie potrafi uporać się już od kilku tomów. Zaczęło się w miarę niewinnie, od bycia koneserem, niezauważalnie przeszło w nałóg, którego szpony trzymają najsilniej jak potrafią. Bohater podczas swoich poszukiwań natknie się na zło, którego obecności w Breslau się nie spodziewał. W dodatku niejedno, zarówno to namacalne, jak i to mające wymiar metafizyczny i długofalowy. Mamy tu też do czynienia ze złem zbiorowym, swoistą psychologią tłumu i profetyczną wizją gnicia moralnego, poczynionego przez ideologie.

Duszność i tajemniczość miasta, a także narastające symptomy grozy można zauważyć dzięki nowemu zjawisku językowemu, którego nie spotkaliśmy w poprzednich częściach – przeklinaniu. To tylko podnosi atmosferę niemocy i narastającej frustracji bohatera. Jego przeciwnik – przywódca tajemniczej trupy wróżbitów, okaże się człowiekiem o nieczystych zamiarach, który dodatkowo będzie sprawiał wrażenie, jakby czytał w myślach Mockowi. Z kimś takim jeszcze trudniej stanąć do walki, nawet na trzeźwo.

Tagi
Kategoria Książki #zapowiedzi