Obłęd (Justyna Kopińska)

29 września 2019

Justyna Kopińska, autorka wielu nagrodzonych reportaży i książek, w tym głośnej sprawy siostry Bernadetty, powraca z kolejną pozycją, która na długo pozostawi czytelnika w osłupieniu. Obłęd, tym razem nie klasyczny reportaż, a miks pracy śledczej z beletrystyką, przenosi nas do świata zamkniętych oddziałów psychiatrycznych w Polsce, badając ich kondycję i poddając pod wątpliwość zasadność zatrudniania tam wielu osób. Kopińska przedziera się przez zamknięte drzwi i zakratowane okna, by pokazać, że największe zło czai się tam, gdzie z pozoru istnieje tylko dobro. Ta dwulicowa empatia, pozorność niesienia pomocy jest głównym punktem wyjścia – zarówno opisanych tu sytuacji jak i zasadności debaty społecznej w tym zakresie.

Kopińska zbiera kilka historii w jedno, łącząc ją wymyślonym na potrzeby książki bohaterem – dziennikarzem o imieniu Adam. To właśnie on będzie pozorantem w jednym ze szpitali psychiatrycznych, do którego uda się po niepokojącej, anonimowej wiadomości, którą otrzyma. Postanowi zamknąć się w placówce i na własne oczy zobaczyć, czy skala zniszczeń jest tak poważna.

 

Prawda boli

Od pierwszego dnia Adam jest poddawany torturom psychicznym i obserwuje zachowania osób w stosunku do swoich podopiecznych. Miejsce, w którym się znajduje powinno podchodzić do każdego z nich z najwyższą troską, dbając o poprawę chybotliwego zdrowia, bądź pomóc w poprawie kondycji chociażby z pomocą ćwiczeń rozwojowo-ruchowych. tym czasem pacjenci są karani za wszystko, najczęściej bici, non stop się na nich krzyczy i obraża. Personel zdaje się nic nie robić w tym zakresie, a co gorsza, po większości z nich widać, że czerpią z tego zachowania dziką satysfakcję, czują się lepsi. Adam ma to szczęście, że jest pacjentem „łagodnym”, rozumie co się z nim dzieje i może się swobodnie poruszać Nie jest, jak większość, przykuty do łózka, nie leży w zasychającej kałuży własnych odchodów. Miejsce, w którym przebywa jest z pozoru bardzo ciche, każdy boi się odezwać w obawie przed konsekwencjami. Są tu też ci, którzy się poddali i nie walczą, biorą wszystkie leki, które są im podawane (większość z nich uspokaja, a nawet usypia pacjenta, niektóre spowalniają jego ruchy psychomotoryczne).

Niedosyt ze względu na długość publikacji to jeden z niewielu zarzutów pod jej kątem. Wierząc w siłę sprawczą dobrego reportażu czytelnik ma nadzieję, że rozmowy i przede wszystkim zmiany nad opieką nad pacjentem psychiatrycznym, zostaną bardzo szybko zmienione. Ciężko też uwierzyć, że wszystkie opisane sytuacje są dziełem fantazji autorki. Ich detaliczność nie pozwala zwątpić, że nie ma w nich ziarna prawdy, a całe garści.

 

 

 

Retro kryminał w Breslau

19 września 2019

Kryminał z najwyższej półki

Marek Krajewski już po raz dziesiąty raczy nas opowieściami z kryminalnego Breslau. Tym razem Eberhard Mock bada przybywającą do miasta sektę, która nie tylko potrafi zahipnotyzować mieszkańców, którzy wpadają w otumaniający trans. Skutecznie podsycają również nastroje antysemickie, a mściwy przewodnik, Theodor Jauch, nazywający się tańczącym Janem Chrzcicielem, ma o wiele bardziej przerażający plan. I będzie ciężko go powstrzymać. „Mock. Golem” to historia z dreszczykiem w stylu retro, w którym nie zabraknie profetycznych wizji, demonów i objawień, a także historii zaginięcia.

W 1920 roku Breslau jest dziwnym miastem. Z jednej strony walczącym o lepsze jutro, z drugiej duszącym się w matni własnych uprzedzeń i niedomówień. Mock nie umie zadecydować, kto jest jego przyjacielem, a kto wrogiem. Mętnie jawiąca się rzeczywistość, rozmyta dodatkowo hektolitrami spożywanego alkoholu wydaje się groteskowa, karykaturalna. Dodatkowo w mieście dochodzi do porwania Rosemarie, małej dziewczynki, zabranej spod opieki rodziców. Eberhard poprzysięga sobie, że jeżeli będzie w stanie ją znaleźć, będzie też umiał zerwać z piciem. Podwójna stawka doprowadza go na skraj obłędu, gdzie nie jest w stanie zawyrokować, co jest prawdą, a co tylko pijackim snem. W dodatku każdy jego krok jest śledzony na zlecenie kogoś, kto potrafi namieszać mu w głowie silniej niż on sam.

 

Krystaliczne zło, w najgorszej postaci

Poza tym, że książka Krajewskiego jest bardzo dobrze napisanym kryminałem, z tajemnicą, której tropy trudno zebrać i poskładać, to jeszcze dodatkowo posiada opowieść o walce z własnymi demonami. W wypadku Mocka jest to alkoholizm, z którym nie potrafi uporać się już od kilku tomów. Zaczęło się w miarę niewinnie, od bycia koneserem, niezauważalnie przeszło w nałóg, którego szpony trzymają najsilniej jak potrafią. Bohater podczas swoich poszukiwań natknie się na zło, którego obecności w Breslau się nie spodziewał. W dodatku niejedno, zarówno to namacalne, jak i to mające wymiar metafizyczny i długofalowy. Mamy tu też do czynienia ze złem zbiorowym, swoistą psychologią tłumu i profetyczną wizją gnicia moralnego, poczynionego przez ideologie.

Duszność i tajemniczość miasta, a także narastające symptomy grozy można zauważyć dzięki nowemu zjawisku językowemu, którego nie spotkaliśmy w poprzednich częściach – przeklinaniu. To tylko podnosi atmosferę niemocy i narastającej frustracji bohatera. Jego przeciwnik – przywódca tajemniczej trupy wróżbitów, okaże się człowiekiem o nieczystych zamiarach, który dodatkowo będzie sprawiał wrażenie, jakby czytał w myślach Mockowi. Z kimś takim jeszcze trudniej stanąć do walki, nawet na trzeźwo.

Miedziaki (Colson Whitehead)

9 września 2019

Kontrowersyjny temat numer dwa

Colson Whitehead, nagrodzony Pulitzerem za swoją poprzednią powieść „Kolej podziemna” prezentuje kolejną publikację dotyczącą wyzyskiwania i nieprawidłowego traktowania ludności czarnoskórej w USA. Miedziaki, to książka, która kilka dni po premierze uzyskała status bestselleru, a jej lekturę poleca sam Barack Obama. Odnosi się do zasad panujących w szkole o zaostrzonym rygorze dla niepokornych nastolatków. Wszyscy są czarnoskórzy, ich opiekunowie nie. Akcja rozgrywa się w latach 60. XX wieku na Florydzie, a wspomniany poprawczak istniał naprawdę, przez ponad sto lat. To oznacza, że przez ponad stulecie nikt nie zwrócił uwagi na placówkę, w której poniżano i katowano podopiecznych, których liczba przekracza kilka tysięcy.

Główny bohater, Elwood Curtis, chłonący nauki Martina Luthera Kinga, stwierdza, że ma szansę wystartować i ułożyć sobie dobrą przyszłość w świecie białych ludzi. Czuje swoją wartość i uważa, cytując często za swoim idolem, że jest „równie dobry jak inni”. Z pozoru niewinny gest młodzieńczego buntu skutkuje wysłaniem Elwooda do poprawczaka. W jednej chwili przekreśla jego marzenia o szkole wyższej, przez co czuje też, że zawiódł wychowującą go babcię (rodzice porzucili go, gdy był mały), która poświęciła dla niego wiele w nadziei, że będzie pierwszym pokoleniem, które faktycznie będzie miało szansę przetrwać w świecie, gdzie traktuje się czarnoskórych jak ludzi drugiej kategorii.

 

Misja kontra brutalna rzeczywistość

Szkoła, w której znajduje się bohater, ma za zadanie nawrócić go moralnie i sprawić, że sam zacznie z chęcią ukształtować się na lepszego obywatela. Elwood nie rozumie dlaczego trafił do piekła na ziemi, gdzie uczniowie są notorycznie bici, wykorzystywani seksualnie, a nawet mordowani. Nie jest to prawdopodobnie nadinterpretacja bohatera, ponieważ każdy chłopiec, który sprzeciwia się reżimowi na następny dzień po prostu znika, jakby nigdy nie istniał. Przetrwanie może być możliwe wyłącznie wtedy, gdy porzucając swoje ideały, Elwood w całości zacznie płaszczyć się przed oprawcami. Nie ma jak walczyć, ani sam, ani w grupie, boi się tego, że zniknie. Z drugiej strony cały czas boi się czy przeżyje, kiedy znów zostanie dotkliwie pobity, kiedy ktoś złamie mu kolejne żebro.

Książka, chociaż niewiarygodnie brutalna i szokująca, to nie stroni od odwagi samego autora. Podejmowane przez niego wątki, poddane obecnie opinii publicznej, muszą zostać natychmiast wyjaśnione i zbadane, przez co oddaje swoisty hołd byłym podopiecznym poprawczaka. Czytelnik z pewnością zatrzyma historie i refleksje z nich płynące na długi czas.